fanfic The Witcher

„Zarodniki po końcu świata”

A short Polish fanfiction published under the pseudonym Borowik.

Popiół śniegu mieszał się z zarodnikami. Opadały wolno, jakby świat po końcu czasu nauczył się wreszcie cierpliwości.

Mężczyzna szedł sam, z kapturem naciągniętym nisko na oczy. Miecz miał stary, ale czysty. Nie dlatego, że dbał o stal — tylko dlatego, że grzyb kochał brud. A to była miłość śmiertelna.

Miasto, do którego wszedł, nie miało już imienia. Kamień wyrastał z kamienia, cegły kwitły bladą pleśnią, a okna były zaklejone tkanką, która kiedyś była ludźmi. Infekcja nie krzyczała. Nauczyła się milczeć. To było jej największe osiągnięcie.

Zatrzymał się przy murze porośniętym białą siecią. Dotknął go końcem rękawicy. Drgnęło.

— Jeszcze żyjesz — mruknął. — To błąd.

Z wnętrza ruin wyszli oni. Nie hordą, nie gwałtownie. Powoli, jak procesja. Głowy przekrzywione, szczęki zarośnięte chitynową masą, oczy zamglone, ale słyszące wszystko. Grzyb widział dźwiękiem. Czuł strach jak zapach.

Pierwszego powalił jednym cięciem. Drugiego podpalił fiolką oleju, który pachniał żywicą i czymś starszym. Płomień nie był szybki. Nic tu nie było szybkie. Nawet śmierć nauczyła się czekać.

Kiedy było po wszystkim, usiadł na schodach i oddychał ciężko. Zarodniki opadały dalej. Świat pracował. Ewolucja nie miała już ludzi za ulubiony projekt, ale wciąż korzystała z ich ciał.

Z kieszeni wyjął monetę. Stara, przedupadkowa. Bezużyteczna. Zostawił ją na ziemi — zapłatę dla nikogo, w mieście bez imienia.

Bo potwory się zmieniły, to prawda. Ale zasada pozostała ta sama:
jeśli coś chce cię zjeść, a myśli, że ma do tego prawo — ktoś musi powiedzieć „nie”.

A czasem to „nie” ma ostrze.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.